12 – 14 lipca 2025 – IV EUROPEJSKA KONWENCJA IF-EPFCL w Wenecji; „Procedura passe* – doświadczenie i świadectwa” oraz „Symptom w psychoanalizie”
W dniach 12–14 lipca 2025 w Wenecji odbędzie się IV KONWENCJA EUROPEJSKA IF
oraz Szkoły Psychoanalizy EPFCL, w której aktywny udział weźmie kilku członków FPPL.
Na Konwencję złożą się:
• 12 lipca 2025 •
DZIEŃ SZKOŁY EPFCL pt.
„Procedura przejścia (z fr. la passe) – doświadczenie i świadectwa”
oraz
• 13 – 14 lipca 2025 •
DNI IF-EPFCL pt.
„Symptom w psychoanalizie”
Więcej informacji pod linkiem:
https://www.forumlacan.it/
12 lipca 2025
DZIEŃ SZKOŁY EPFCL
pt. „Procedura przejścia (z fr. la passe)
– doświadczenie i świadectwa”
Dzień Szkoły EPFCL jest organizowany przez Zespół Europejski CIG
[Międzynarodowej Komisji ds. Gwarancji] kadencji na lata 2023–2024, który tak zapowiada temat:
• DOŚWIADCZENIE:
Filozofia od zawsze próbowała określić relację między doświadczeniem a wiedzą: tą, która doświadczenie poprzedza, która je warunkuje, z niego wynika, oraz tym, co z doświadczenia można przekazać. Debaty trwają od wieków bez ostatecznego rozstrzygnięcia, które z nich ma pierwszeństwo. Każde próba rozstrzygnięcia, która miałaby umożliwić dostęp do sedna doświadczenia pozostaje pozorem – nic nie usunie jego wymiaru realnego. Nauka, która próbowała ująć prawdę przez eksperyment, nie zdołała ustanowić dyskursu, który wyszedłby poza pozór.
Pojęcie „doświadczenia” jest wieloznaczne, jego tłumaczenie na język niemiecki oddaje jego różne znaczenia: Erlebnis odsyła do przeżytych doświadczeń i ich przypadkowości; Erfahrung, jako „przekroczenie”, wskazuje na jego wartość jako procesu, wreszcie Experiment oznacza eksperymentowanie.
Doświadczenie psychoanalityczne obejmuje te różne wymiary. Możemy nazwać wydarzeniem fakt, że Freud stworzył nowe pole wiedzy, tj. nieświadome, oparte na doświadczeniu, jakim było dla niego doświadczenie mowy. Na jego bazie stworzył on „eksperymentalne” narzędzie, zgodne z procedurą, odnośnie do której Lacan podkreślał, że jest to „procedura freudowska”. Operacja „analityka” może prowadzić do przewartościowania relacji do wiedzy i rozkoszy, które to przemieszczenie zachodzi w przeniesieniu. Nauczanie Lacana, które odnosi się do tego, co on sam z naciskiem nazywał „doświadczeniem analizy”, precyzyjnie określa jego warunki, formalizuje jego strukturę, określa jego efekty i wyprowadza na tej podstawie „matem Dyskursu”, na którym je posadawia. Lacan wyodrębnia to, co z tego doświadczenia może się wydarzyć jako jako jego zakończenie, wyróżniając przy tym „doświadczenie przejścia”, czyli przejście psychoanalizującego się do pozycji psychoanalityka, jako warunek dla przyszłości aktu analitycznego. Propozycja narzędzia, jakim jest procedura „przejścia” zakłada, że doświadczenie to nie będzie nie do opowiedzenia i że Szkoła będzie mogła zebrać ewentualne świadectwa na jego temat.
• ŚWIADECTWO:
Słowo „testimonium” dało nam takie określenia jak m.in. „testament”, „atestować”, „kontestować” czy „protestować”. Wszystkie te derywaty wyraźnie wskazują na wpływ performatywny, który znajduje odzwierciedlenie w treści Wypowiedzenia [z fr. Dire] świadectwa jako w akcie wypowiedzi mającym wartość dowodu. Składać świadectwo to przekazywać „wiedzę z doświadczenia” jako jednostkowego. Ten, który [w ramach procedury „przejścia”] zabiera głos ma przedstawić swoje jednostkowe doświadczenie przed innym, który z kolei może rozpoznać jego realny wymiar lub nie. Historia i sądownictwo uczyniły wymiar świadectwa sednem swych procesów, mimo że niesie ono ze sobą paradoks – jak to, co jest jednostkowym doświadczeniem jednego może przełożyć się na to, co pewne? Wojny, Holocaust, traumy – popychają z kolei świadectwo ku innemu napięciu, temu, które pojawia się między niemożnością a koniecznością wypowiedzenia.
• PROCEDURA PRZEJŚCIA:
Proponując procedurę „przejścia” jako wydarzenie kliniczne i narzędzie „gwarancji” analityka, Lacan związał doświadczenie i świadectwo, próbę i dowód. Bezprecedensowe doświadczenie „przechodzącego” procedurę przedstawia się nieoczekiwanie jako pilnie wymagające wzięcia Szkoły na świadka. Wysłuchujący świadectwa także są zaskoczeni przez ten węzeł pomiędzy świadectwem i doświadczeniem. Z kolei kartel, nawet jeśli nazywany przez Lacana jury, także nie wychodzi nieporuszony tym doświadczeniem, z którego ma następnie zdać sprawę.
Konwencja Europejska EPFCL w Wenecji daje nam nową okazję, by naszą wspólnotę opartą na doświadczeniu poddać próbie świadectwa.
[Tłum. Anna Wojakowska-Skiba]
Tu znajduje się szczegółowy program Dnia Szkoły EPFCL w języku angielskim:
Organizatorzy DNIA SZKOŁY EPFCL z Zespołu Europejskiego CIG 2023–2024:
Pedro Pablo Arévalo, Didier Castanet, Anne-Marie Combres, Armando Cote, María Jesús Diaz Gonzalez, Dominique Fingermann, Rebeca García Sanz L., Martine Menès, Mireille Scemama-Erdös, Teresa Trias Sagnier, Radu Turcanu, Anastasia Tzavidopoulou.
13 – 14 lipca 2025
DNI IF-EPFCL
pt. „SYMPTOM W PSYCHOANALIZIE”
W ramach Dni IF-EPFCL pt. „Symptom w psychoanalizie”, wystąpienia będą się odnosić do następujących tematów:
– możliwe przekształcenia symptomu w analizie;
– symptom analityczny u dziecka i nastolatka;
– rozszyfrowanie vs. interpretowanie symptomu;
– psychoanalityk jako partner symptomu.
Tu znajduje się szczegółowy program Dni IF-EPFCL w języku angielskim:
Komisja Naukowa Europejskich Dni IF-EPFCL:
Zehra Eryörük, Rosa Escapa, Francisco José Santos Garrido, Isabella Grande,
Orsa Kamperou, Paola Malquori, Colette Soler, Natacha Vellut.
Komisja Organizacyjna:
Moreno Blascovich, Francesca Baggio, Annalisa Bucciol, Kety Ceolin, Elisa Flora Cestari,
Mario Colucci, Domenico Ferrara, Patrizia Gilli, Paola Grifo, Manuela Landini,
Antonella Loriga, Elena Marotti, Massimiliano Paparella, Silvana Perich, Caterina Santaniello,
Michela Sivieri, Francesco Stoppa, Flavia Tagliafierro.
Informacje dla zainteresowanych uczestnictwem:
if.epfcl.venezia@gmail.com, www.forumlacan.it
Poniżej znajdziecie Państwo kilka tekstów wprowadzających do problematyki symptomu według psychoanalizy J. Lacana.
• CZYM JEST SYMPTOM? To przede wszystkim szkatułka z prawdą podmiotu.
Mario Colucci, Patrizia Gilli i Francesco Stoppa (Włochy).
Psychoanaliza jest interpretowaniem tezy, że w symptomie ukrywa się prawda pragnienia, którą podmiot chciałby poznać. Naturą symptomu jest właśnie to, że symptom pokazuje ją i jednocześnie skrywa. Symptom jest formacją kompromisową, w której nieświadome pragnienie przejawia się jako zaszyfrowane – w świadomości [także: w sumieniu – przyp. tłum.] lub na powierzchni ciała. W symptomie, w jego konfiguracji i w jego wyrazie zarysowuje się historia podmiotu i jego pragnienia. Jest to historia prawdy wypartej, jako że niewygodnej, niesamowitej, często nie do wyjawienia. Symptom nie jest więc tylko oznaką złego funkcjonowania jakiejś części ciała czy też odchyleniem od normy zdrowotnej uznawanej za uniwersalną, tak jak to ma miejsce w medycynie, ale jest on symboliczną metaforą, wskazówką do odczytania, prawdą do odkrycia. Jest to koncepcja, która nadaje pracy psychoanalitycznej wartość hermeneutyczną i czyni z rozwiązania symptomu cel terapeutyczny. Jednak sam Freud przyznał, że symptom nie znika całkowicie i że trzeba się zmierzyć się z uporczywym cierpieniem i z przywiązaniem podmiotu do powtarzania swojego bólu.
Ostatecznie, Freud zdał sobie sprawę z tego, że nie wszystko w symptomie poddaje się interpretacji. Istnieje granica dla produkowania sensu, które to produkowanie, choć potencjalnie jest nie do wyczerpania, to jednak nie przynosi owoców. W praktyce klinicznej trzeba więc zgodzić się na istnienie luki w odniesieniu do [produkowania] sensu, w sercu doświadczenia analitycznego. Punktem impasu „nieświadomego ustrukturyzowanego jak jakiś język” [cytat z Lacana] jest wydarzenie nieświadomego realnego, które wskazuje na granicę dla potencjalnie nieskończonego produkowania znaczenia. To wydarzenie nieświadomego realnego pozwala także na odkrycie, że symptom nie jest tylko formacją wrażliwą na rozszyfrowanie i symboliczną interpretację, ale jest on również nasycony powtarzającym się realnym popędowym. Lacan, idąc śladami Freuda, który zidentyfikował coś, co wykracza poza zasadę przyjemności, nazwał to „rozkoszą”. Stąd też jego neologizm, który mówi o „różnoprawdości” [propozycja tłum.] symptomu; jest to znaczący [i neologizm – przyp. tłum.], na który składają się dwa inne: prawda [z fr. vérité] i różnorodność [z fr. variété]. Chodzi w nim o fakt, że symptom występuje w różnych postaciach, jako że jest wyposażony i w interpretowalny sens i w rozkosz, która pozostaje poza interpretacją. Aby poruszyć ten [drugi] wymiar symptomu, należy przejść od procesu mówienia do procesu zapisywania, w którym to nie łańcuch znaczących, ale [tzw.] litera wskazuje na sposób, w jaki każdy czerpie rozkosz ze swojego nieświadomego. Praca analityczna ma zatem na celu podmiotowe wypracowanie wiedzy, która jest wiedzą o tych „płodnych” pozostałościach, mogącą przekształcić symptom i wytworzyć szczególną formę satysfakcji.
Łatwo zrozumieć, że [dla Lacana] symptom nie jest znakiem, który klasyfikuje podmiot do określonej kategorii klinicznej, niejako uniwersalnej, ale jest on raczej znakiem jego wyjątkowości; jego istnienia; nieredukowalnej do nikogo i niczego Jedności. Jest znakiem jego unikalności, choć w sensie strukturalnym obcej wobec Innego, a zatem uwikłanej w jeszcze nierozwiązany problem, jakim jest pozwolenie sobie na pragnienie, na bycie tą Jednością. Z jednej strony symptom sprawia, że [podmiot jako] byt mówiący [z fr. parlêtre] staje się szczególny i możliwy do zidentyfikowania w jego wyjątkowości, a z drugiej strony symptom jest często odczuwany i przeżywany przez ten sam byt mówiący jako coś dziwnego i bezsensownego, jako zaburzenie, które rani jego narcyzm i destabilizuje go. Z tego powodu najczęściej trafiamy do psychoanalityka, prosząc go o pomoc w pozbyciu się symptomu, na który narzekamy, ale z którym jesteśmy nieświadomie związani.
Ten, kto przyjmuje tę prośbę – poprzez swoje działanie, takt i etykę, czyli to, co Lacan nazywa „savoir-faire analityka” – umożliwia przekształcenie domaganie się wyleczenia (od którego dziś oczekuje się, żeby zaszło szybko) w pragnienie wiedzy, w pytanie o sens tej bezsensownej i nieodpowiedniej rzeczy, jaką jest sam symptom, oraz o jego osadzenie w tkance egzystencji. Lacan podkreślił historyczność i jednocześnie prowokacyjny charakter symptomu, tworząc neologizm „histeoryzacja” [propozycja tłum. na bazie fr. l’hystorisation] – tj. grę słów łączącą historyzację [z fr. l’historisation] i histeryzację [z fr. l’hystérisation, od słowa „histeria”]. Chodziło mu w tym o proces przepisywania [z f. réécriture], nadawania znaczenia po fakcie, w którym podmiot odtwarza najważniejsze wydarzenia swojego życia, poruszając się w przestrzeni już naznaczonej przez Innego; przez swoje uwarunkowania, przez sytuację, w której się znalazł, w której jest zagubiony, której nie wybrał, ale która go determinuje.
Jednocześnie odpowiedzialności analityka za słuchanie symptomu Lacan nadał miano „pragnienia psychoanalityka”. Jest to [tego typu szczególne] pragnienie, które w przeciwieństwie do wszystkich innych pragnień wyklucza wszelką chęć czerpania rozkoszy. Nie jest to pragnienie skierowane na kogoś innego, nie jest to pragnienie między dwoma podmiotami; jest to pragnienie ukierunkowane na nieświadomą wiedzę i nieznaną czy też niewypowiedzianą subiektywną prawdę [analizującego się]. Pragnienie analityka jest przeciwieństwem wszelkich podejść psychologicznych i psychoterapeutycznych, które dążą do wyobrażonej kontroli nad Innym lub które, w perspektywie ideału i/lub dobra uniwersalnego, służą celom edukacyjnym, normatywnym lub adaptacyjnym. Tylko ono może uchwycić symptom jako coś niezbędnego, to znaczy jako intymną i wyjątkową cechę podmiotu, która pozwala połączyć trzy rejestry: wyobrażeniowy, symboliczny i realny.
Więź analityczna pozwala z jednej strony wyjaśnić symptom i rozjaśnić niektóre niejasne obszary rzeczywistości, by umożliwić wejście w posiadanie „wiedzy praktycznej” odnośnie do tego jak się obchodzić z symptomem. Z drugiej strony, [więź analityczna] pozwala nazwać wyjątkowy dla podmiotu sposób rozkoszowania się a tym samym oddziałuje na jego utratę rozkoszy z symptomu, powodując przez to redukcję solipsystycznej satysfakcji skoncentrowanej na sobie samym i związanej z samym sobą. Oznacza to również [dla podmiotu] odejście od sceny analitycznej skupionej na pierwszym traumatycznym śladzie dziecięcej rozkoszy, który charakteryzuje wyjątkową, nieusuwalną cechę podmiotowej różnicy [absolutnej]. Przekłada się to na możliwy późniejszy dostęp podmiotu do takich form rozkoszy, które na nowo otworzą grę w jego życiu.
[Tłum. Anna Wojakowska-Skiba]
• SYMPTOM – I CO DALEJ? Marc Strauss (Francja).
Historia tak wyświechtana, że na samo jej wspomnienie pojawia się uzasadniony wstyd:
– „Wciąż chodzisz do swojego psychoanalityka?”
– „Nie, skończyłem.”
– „To co, już nie moczysz się w łóżku?”
– „Moczę się nadal, ale teraz mam to gdzieś.”
Chociaż nie ma dowcipu bez prawdy, którą on odsłania, to w tym przypadku prawda ta wydaje się szczególnie aktualna, jako że nasze wypowiedzi o symptomie coraz bardziej się do niej zbliżają ukazując: jego nieuleczalność i strukturalną konieczność; to, co w [w podmiotach] jest najbardziej prawdziwe; niemożliwą do zredukowania szczególność [związaną z symptomem] spod znaku: „Jestem tym”, itd. Nie brakuje przy tym „cynicznej reszty”: trudno wyobrazić sobie, by taki podmiot miał obok siebie partnera dzielącego z nim łóżko, poza ściśle określonym czasem.
Czyżby symptom sam zajmował miejsce rzeczywistego partnera podmiotu, od zawsze wykluczonego ze stosunku seksualnego [w rozumieniu lacanowskim – przyp. tłum.], dla którego realne nie stanowi żadnego schronienia? To prawda, że tzw. „partnerzy życiowi” okazują się raczej zawodni i mało skuteczni w roli, którą im przypisujemy a jaką jest to, by właściwie zajmowali się naszym ciałem.
Analiza pozwala uświadomić sobie, że oczekiwaliśmy od nich ni mniej ni więcej tylko niemożliwego – co, po przemyśleniu, okazuje się po prostu niepoważne. Wiadomo od dawna, że analiza prowadzi do przemieszenia w zakresie więzi libidynalnych, ale do jakiego stopnia te więzi przeobraża? Na to pytanie stosunkowo łatwo odpowiedzieć z pozycji analityka, w ramach określonego dyskursu, w którym on działa. Ale jak przedstawia się przeobrażenie więzi libidynalnych u tego, kto psychoanalizie się poddał i w jej efekcie „usymptomizował”, w jego relacji względem Szkoły i innych, jeśli jeszcze mu jacyś inni pozostali? Sublimacja – tak, oczywiście, ale czy wystarcza nam ona, by to wyjaśnić?
[Tłum. Anna Wojakowska-Skiba]
• PRZYSZŁOŚĆ SYMPTOMU. Rosa Escapa (Hiszpania)
Po latach spotykamy dawną sąsiadkę, znaną ze swojego złego humoru. Ktoś mówi: „Może z czasem się to zmieniło”. Mi zaś przychodzi na myśl: „Bez analizy to niemożliwe”. Zapada cisza.
Czego dotyka analiza, by można było wypowiedzieć twierdzenie brzmiące niczym aksjomat? Otóż dotyka ona pozycji wobec realnego życia – tego realnego, które swoim nadejściem [z fr. avènement] dosięga ciała, czego znakiem jest lęk. Chodzi tu o realne braku stosunku seksualnego [w rozumieniu lacanowskim – przyp. tłum.], co skłania podmiot do „wytwarzania fikcji”, mających ten brak zracjonalizować. Analiza pozwala na to, by podmiot przestał oszukiwać sam siebie w ramach ochrony przed niespójnością Innego. Analiza czyni możliwym zredukowanie własnej szczególności do różnicy absolutnej, co nie jest wyrazem pychy, lecz tego, co nieodwoływalne. A to ma, m.in., wpływ na nastrój.
W Seminarium XXIV [„L’insu que sait de l’une-bevue s’aile a mourre”], Lacan mówi, że koniec analizy to utożsamienie się z własnym symptomem poprzez „czerpanie z pewnych gwarancji, z pewnego dystansu”. Chodzi o gwarancję biorącą się z dystansu pomiędzy symptomem, który stał za początkową prośbą [o psychoanalizę] , a jego zredukowaniem do cyfry rozkoszy na końcu procesu psychoanalizy. Skoro symptomu nie da się usunąć – jako że jest on częścią bycia człowiekiem – to najlepsze na co możemy liczyć w jego leczeniu, to właśnie owo utożsamienie się z nim. To najlepsze nie zawsze jest osiągane, ale psychoanaliza jako jedyna daje taką możliwość. Jeśli rozszyfrowanie i interpretacja pozwalają – w ulotnych przebłyskach – wydobyć z ciemności a-sensowną prawdę rozkoszy symptomu, to spójność powiązana z rejestrem wyobrażeniowym zawsze gotowa jest ją na nowo zaciemnić wprowadzając sens. Zidentyfikowanie się z symptomem niesie z sobą [dla podmiotu] tożsamość, która nie jest alienująca; umożliwia przejście od „posiadania” symptomu do „bycia” tym symptomem poza sensem, do bycia tylko tym i samym tym. Jest to coś więcej niż stan, jest to odmiana bycia. Podmiotowe skutki tego procesu wyrażają się jako umiejętność obchodzenia się z symptomem, co w wielu przypadkach przekłada się na możliwość użycia tej umiejętności w ramach dyskursu analitycznego. Ale czy od tego momentu nieświadome przestanie produkować symptomy?
Pytanie: skoro zdajemy sobie sprawę z istnienia wyobrażeniowego, które zawsze gotowe jest odpowiedzieć realnemu, i nie mamy gwarancji co do przyszłości pragnienia analityka czy Szkoła nie jest tym czwartym węzłem [boromejskim – przyp. tłum.], niezbędnym analitykom, w celu zapewnienia -w prowadzonych przez nich psychoanalizach – tego, co się splata, niemal tak, jak symptom jest nieodzowny dla bytu mówiącego?
[Tłum. Anna Wojakowska-Skiba]
• Symptom i jego wypowiedzenie… Paola Malquori (Włochy)
Na początku analizy jest przeniesienie, ale jeszcze zanim ono się pojawi, gdy przyjmujemy kogoś, kto przychodzi by powiedzieć, co mu doskwiera, jest coś, co daje się we znaki i wytwarza prośbę, jaką kieruje się do kogoś. Można więc powiedzieć, że na początku jest symptom, który woła o pomoc i domaga się poznania prawdy.
W splocie, który tworzy się między jawiącym się symptomem a prośbą skierowaną do Innego, zawsze pojawia się jakieś słowo przywołujące wspomnienie czy sen albo ujawniające się jako przejęzyczenie. Słowo to ustanawia gramatykę symptomu, jego artykulację, a tym samym możliwość jego odszyfrowania.
Wielokropek to znak interpunkcyjny oznaczający pauzę w wypowiedzi, wątpliwość, niedokończone zdanie. Dla Lacana, na etapie jego Seminarium XXII „R.S.I.” [Realne, Symboliczne, Wyobrażeniowe], jest to jedna z tych form, w jakich można zdefiniować symptom: jako coś, co zawsze odsyła do pytań o brak stosunku [płciowego, w rozumieniu Lacana – przyp. tłum.].
Pozostawić symptom… – z trzema kropkami, które zaznaczają i jednocześnie tworzą puste miejsce, tzn. pozostawiają zagadkę braku stosunku płciowego, ale również tajemnicę tworzenia ex-nihilo [z niczego], odkrycia, które zawsze odsyła do Czegoś Innego. Dlaczego? Dlatego, że zawsze znajdujemy to, czego szukamy na ścieżkach znaczącego w czasie, gdy przychodzi nam to wypowiedzieć [z fr. dire], tj. w tym czwartym czasie, który w trakcie analizy powołuje do istnienia trzy pozostałe: zobaczyć, zrozumieć, zakończyć.
„O czym nie można mówić, o tym należy milczeć” – pisze Wittgenstein na końcu swego „Traktatu logiczno-filozoficznego”. Ale ten koniec nie zamyka sprawy, ponieważ pozostawia otwartym impas symptomu, który jest jedynym realnym, prawdziwym i żywym, jako to, co się powtarza, czyli nie przestaje się domagać.
Matem, w którym pojawia się przekreślony podmiot [z fr. S] w relacji do popędu [z fr. D] – oznacza, że popęd zaczyna się tam, gdzie milknie [początkowa] prośba [analizującego się]. Jeśli prawda nie daje się wypowiedzieć, bo nie mieści się w kategoriach arystotelesowskiej logiki Prawdy i Fałszu, wtedy to, co niewyrażalne, zostaje odwrócone w grze językowej, tak jak w odkryciu „Dociekań filozoficznych” [Wittgensteina], gdzie z prawdą rezonuje to, co stanowi jej odwrotną stronę.
Poznać prawdę symptomu – ta prośba analizującego się znajduje się pomiędzy „wiedzieć, jak się z tym obchodzić” a „wiedzieć, jak w tym być” (Dasein [Heideggera]), jak pokazują formacje nieświadomego.
Ta prawda objawia się nagle, nie przez dedukcję logiczną, ale raczej w czynności pomyłkowej, w podwójnej negacji, która pozostawia nieporozumienie otwartym, przez co prześwituje „cud niezrozumienia” u innego. Zawsze istnieje prawda, której brakuje w wiedzy – i odwrotnie – prawda, która nie jest wiedziana czy też wiedza, która nie jest prawdziwa, w sensie arystotelesowskim.
Analizujący się, arystotelesowski według Lacana, marzy o tym, by przejść od jednostkowego do uniwersalnego, bo poprzez mówienie o swoim symptomie, przez język, chciałby odsłonić prawdę swojej wyjątkowości.
Czyż nie jest rolą analityka, by go z tego snu obudzić?
[Tłum. Anna Wojakowska-Skiba]
• Symptomy typowe, sens jednostkowy. Orsa Kamperou, (Grecja)
W swym dziele „Z mojego życia. Zmyślenie i prawda.” (1), Goethe przytacza swoje najwcześniejsze wspomnienie z dzieciństwa, gdy otworzył okno w swoim pokoju i wyrzucał jeden po drugim elementy niedawno kupionej przez rodziców zastawy stołowej. W swojej analizie (2), Freud porównuje to zachowanie z analogicznymi zachowaniami swoich pacjentów i po sprawdzeniu dat dochodzi do wniosku, że incydent ten wiąże się z pojawieniem się w rodzinie Goethego noworodka. Chodzi tu o symptom o znaczeniu, które można uogólnić.
Mówiąc z kolei o moczeniu nocnym Dory [pacjentki Freuda – przyp. tłum. (3)], Lacan stwierdza, że jest ona „piętnem… wyobrażeniowego podstawienia się [Dory jako] dziecka pod ojca… jako impotentnego [1]”. W ten sposób uogólnia on znaczenie tego dość powszechnego symptomu.
Oto dwa przykłady standardów interpretacyjnych, które my zaś musimy odłożyć na bok, gdy przychodzi do nas podmiot.
Freud podaje przykład, w którym kobieta będąca w separacji z mężem zostawia najlepsze kawałki, a zjada jedynie brzegi plastra pieczeni. To kompulsywne zachowanie pojawia się po raz pierwszy w dniu, w którym oświadcza ona mężowi, że odmawia mu odtąd współżycia małżeńskiego, tj. w dniu, w którym rezygnuje z tego, co najlepsze [2]. W tym przypadku nie chodzi o standard interpretacyjny, ale o sens jednostkowy dla tej pacjentki. Jednakże w tym samym tekście Freud pokazuje, że nerwicę natręctw można odczytywać jako rodzaj prywatnej religii. Mówiąc to, ponownie przechodzi on od tego, co jednostkowe w danym przypadku do tego, co uniwersalne w strukturze.
W przypadku każdego podmiotu o strukturze obsesyjnej możemy powiedzieć, że jest jak żaba z bajki La Fontaine’a, która chcąc stać się tak wielka jak wół, ryzykuje, że pęknie, tak bardzo jest poddana władzy spojrzenia [3]. Analogicznie, o podmiocie o strukturze histerycznej możemy zaś powiedzieć, że u niego/u niej „identyfikacja… odnosi się do pragnienia, … do braku ujętego jako obiekt, a nie do przyczyny braku [4]”. Są to wskazówki kliniczne Lacana dotyczące możliwych do uogólnienia elementów struktury histerycznej lub obsesyjnej.
Można więc postawić pytanie o artykulację tych trzech aspektów sensu symptomu:
– możliwy do uogólnienia sens niektórych typowych symptomów, które zresztą nie muszą pochodzić od tej samej struktury,
– elementy symptomatyczne właściwe dla tej czy innej struktury, tak jak je opracowujemy w naszej praktyce klinicznej,
– jednostkowe znaczenie, które daje się odszyfrować jedynie w ramach właściwego dyskursu analitycznego.
Bibliografia:
[1] Lacan J., Seminarium XVII Odwrotna strona psychoanalizy [L’envers de la psychanalyse], Wyd Seuil, Paryż 1991, s. 109.
[2] Freud S., Czynności natrętne a praktyki religijne, w: Nerwica, psychoza i perwersja [Actions compulsionnelles et exercices religieux, in: Névrose, psychose et perversion], PUF, Paryż, s. 136.
[3] Lacan J., Seminarium XXIII Sinthome, Seuil, Paryż 2005, s. 18.
[4] Lacan J., Wprowadzenie do niemieckiego wydania pierwszego tomu Pism, w: Inne pisma [Introduction à l’édition allemande d’un premier volume des Ecrits, in: Autres Ecrits], Seuil, Paryż, s. 557.
[Tłum. Anna Wojakowska-Skiba]
Przypisy tłumacza:
(1) Goethe, J. W., Z mojego życia. Zmyślenie i prawda. [tyt. oryg.: Dichtung und Wahrheit]. Przekład A. Guttry. Warszawa 1957.
(2) Freud, S., Wspomnienie z dzieciństwa ze Zmyślenia i prawdy. (1917), w: t. X, Sztuki plastyczne i literatura, Wyd. KR, Warszawa 2009.
(3) Freud, S., Fragment analizy pewnej histerii (1905 [1901]), w: t. VII, Histeria i lęk, Wyd. KR, Warszawa 2001.
• Symptom – ziarenko grochu. Natacha Vellut (Francja)
Symptom to ta mała rzecz, która nie ustępuje, przeszkadza, budzi.
Gdy księżniczce udaje się schronić u księcia, nie dysponuje ona niczym innym niż słowami [1]. Jest przemoczona, sama, zagubiona w nocy. To, co mogłoby ją zidentyfikować – strój, fryzura – jest w nieładzie, pogniecione, czyniąc ją nierozpoznawalną. Nie ma nic innego niż słowa, by próbować powiedzieć, kim jest. Królowa nie zadowala się jej oświadczeniem o byciu księżniczką, tą wypowiedzią, która zdaje się mylić to, co się mówi, z tym, co jest. Królowa czeka na inne słowa, na to, by inna prawda została wypowiedziana.
Kim jest księżniczka? Jak rozpoznać „prawdziwą” księżniczkę w tej biednej, zdezorientowanej dziewczynie? Co mogłoby być znakiem jej prawdy, prawdy o jej odmienności?
Wsunięte pod dwadzieścia materacy i dwadzieścia puchowych pierzyn, warstwy, które można by sobie wyobrazić jako złożone z kawałków skórek, opowieści, identyfikacji, różnorodnych i rozmaitych elukubracji jej nieświadomego, snów ze strony ego i superego, nadziei i fantazmatu, jakiś mały drobiazg wciąż daje o sobie znać, wciąż naznacza jej ciało. To mówiące ciało, ciało znaczących, które przechowuje pamięć o okruchach w sitku, o kamyczkach w bucie, o ziarenkach piasku w funkcjonowaniu podmiotu.
Pod tyloma materacami i pierzynami, wymyślonymi i stworzonymi po to, by zasnąć, ten mały drobiazg kryje w sobie tak wielką siłę. Dowodzi wielkiego oporu! To ziarenko grochu, które przetrwało ciężar tego, co mogło je wykorzenić, zmiażdżyć, unicestwić, uciszyć, wyprzeć na zawsze. Księżniczka nie wie, o co chodzi, ale wie, że źle spała, że całe jej ciało jest obolałe. „Symptom, należy go zdefiniować w ten sposób: to wiedza, która już tam jest, która daje o sobie znać podmiotowi, który wie, że go to dotyczy, ale nie wie, co to jest.”[2]
Księżniczka poradziła sobie – bezwiednie – ze swoim ziarenkiem grochu, które było w stanie utrzymać ją w stanie czuwania. Co takiego zawiązała z tym ziarenkiem grochu, że nie zmrużyła oka przez całą noc? Jaki znak dało jej ziarenko grochu, by pozostała całą noc w tym zamku, który stanie się jej domem, jej mowo-siedzibą (1)?
To tak kłopotliwe ziarenko grochu dokonuje tak wielu rzeczy! Daje znak królowej oraz umożliwia spotkanie księcia i księżniczki, połączonych tą samą cechą.
Piękna symptomatyczna baśń, która przeszła do potomności, marzącej o ziarenku grochu, które staje się godnym pozazdroszczenia skarbem.
Bibliografia:
[1] Na podstawie „Księżniczki na ziarnku grochu” Hansa Christiana Andersena, wydanej w 1835 r.
[2] Lacan, J., Seminarium XII: Kluczowe problemy, wykład z 5 maja 1965, Editions du Seuil i Le Champ Freudien Editeur, Paryż 2025, s. 264.
[Tłum. Anna Wojakowska-Skiba]
Przypis tłumacza:
[1] Mowo-siedziba to próba oddania francuskiej gry słów dit-mansion, łączącej słowo dit (powiedziane, rzeczone, od czasownika dire – mówić) i mansion (rezydencja, siedziba).
• Odszyfrowywanie poprzez interpretację. Josep Monseny Bonifasi (Hiszpania)
„Oto, co wam powiem: ani w tym, co mówi analizujący się, ani w tym, co mówi analityk, nie ma nic innego niż pismo [z fr. l’écriture]”. – J. Lacan, Seminarium XXV, „Moment konkludowania”, 1977 r.
Psychoanaliza narodziła się, gdy Freud, pod wpływem Charcota [1], porzucił działalność naukową na rzecz zajęcia się histerią, co pozwoliło mu wydobyć jej dwa komponenty, językowy i rozkoszy seksualnej, zapowiadane już przez innych autorów przed Freudem.
Jeśli symptom może zostać i wywołany, i zlikwidowany u pacjentki przez słowa hipnotyzera, narzuca się wniosek, że u ludzi istnieją symptomy będące efektem języka. Freuda nie interesuje jednak produkowanie, czy też sugerowanie „nowych symptomów”, jak czyni to hipnotyzer, lecz wyjaśnienie pewnych słów, które w sposób trwały działają w symptomach pacjenta, co stanowi efekt jego wejścia w kąpiel językową Innego (1).
Oznacza to, że w psychice pacjenta za(w)pisane jest coś, co znajduje się poza jego „ja” i wymyka się jego kontroli. To znaczy, że istnieje aktywna rzecz nieświadoma, która prowokuje różne formacje, np. symptomy (w sensie dolegliwości), przejęzyczenia, sny… Ale nie tylko to; samo „ja”, z którym podmiot się utożsamia, ma strukturę symptomu. Istnieje więc dla Freuda nieświadoma „pierwotna historyzacja”, którą musi się dać przepisać na nowo.
Jednak, dopóki jest ona nieświadoma, nie jest możliwa do odszyfrowania w sposób bezpośredni, jak kamień z Rosetty (2). I jak już wspomnieliśmy, Freud nie chce również „przepisywać” jej na nowo zgodnie z wartościami hipnotyzera, co próbuje robić wielu psychologów i terapeutów nawet w naszych czasach. Freud pragnie raczej, by przywrócone zostało funkcjonowanie podmiotu zgodne z jego nieświadomymi dążeniami, pragnieniami, popędami i miłościami.
Aby to osiągnąć, Freud ma tylko jedno narzędzie, tj. mówienie swoich pacjentów. Histeryczka uczy go słuchać tego, co wypowiada [z fr. dire], kiedy mówi, otwierając w ten sposób całą złożoność relacji między tym, co mówione, a tym, co pisane [z fr. l’oral i l’écrit], i na odwrót. Złożoność ta jest uchwycona już w pierwszych [freudowskich] analizach, od 1895 roku, co widać w „Śnie o zastrzyku Irmy” [2]. Jest to kwestia, która przenika całą historię psychoanalizy i innych dziedzin wiedzy, tj. językoznawstwo oraz inne obszary kulturowe, takie jak świat anglosaski. Wystarczy sięgnąć do Waltera Onga i jego dzieła „Oralność i piśmienność. Słowo w technologiach” [3] i wziąć pod uwagę jego wpływ na teorie komunikacji.
Posługując się mówieniem i tylko mówieniem, analityk nie odszyfrowuje nieświadomego wprost, jak tego dokonał Champollion z kamieniem z Rosetty – swoją drogą, temu ostatniemu udało się to dopiero, gdy zrozumiał, że istnieją znaki, które nie oznaczają rzeczy, lecz dźwięki. Podobnie Freud [4], który uznał za konieczne rozróżnienie między Sachvorstellung, tj. wyobrażeniem rzeczy o charakterze wizualnym – jedynym, które według niego znajdowałoby się w nieświadomym a które według Lacana litera przekształca a-rzecz [z fr. a-chose] (3), realną – a Wortvorstellung tj. wyobrażeniem rzeczy o charakterze akustycznym, systemu Przedświadome-świadome. Tak więc kwestia artykulacji tego, co mówione i tego, co pisane, pojawia się równocześnie z kwestią artykulacji sposobu oddziaływania świadomą mową na „nieświadomą a-rzecz”.
Freud ustanawia dwie zasady w pracy psychoanalitycznej: wolne skojarzenia po stronie analizującego się i uwagę równomiernie płynącą (4) po stronie analityka. Obie zasady rezygnują z „iluzji komunikacyjnej” słów. Chodzi o to, by przestać traktować znaczący jako znak i wziąć pod uwagę wieloznaczność, a nawet wielogłosowość, rezygnując z dokładności, wsłuchując się w znaczący i jego produkcję sensu, a także w poszukiwanie prawdy, która zawsze umyka. Tyle że prowadzi to do niekończącej się analizy, która z trudem unika efektów sugestii i przetwarzania pozorów, bez docierania do realnego. Freud dochodzi do skały kastracji jako granicy oraz do popędu śmierci, który karmi powtarzanie tego, co powoduje cierpienie.
Lacan z kolei sformułuje konieczność celowania w to, co znajduje się poza tymi pozornymi wypowiedziami, poza murem, który wznoszą one wobec realnego. Był on świadom, że nauka dokonuje przemian w tym, co „poza”, za pomocą tych „małych literek”, jak mówi w Seminarium VII „Etyka psychoanalizy” [5].
Lacan wnioskuje, że interpretacja analityczna musi również wskazywać na to, co „poza”, na bazie [francuskiego neologizmu] „amur” [biorącego się od słów mur– mur i amour– miłość – przyp. tłum.] za pośrednictwem litery, do miejsca złączenia rozkoszy i realnego. Nie bez interpretacji znaczącej, lecz wraz z nią. Dwuznaczność odegra tu fundamentalną rolę, a w niej litera jest niezbędna, nawet jeśli jest niema jak litera „h” [w języku francuskim czy hiszpańskim – przyp. tłum.]. W przeciwnym razie, nie byłoby możliwe pójście w stronę „braku sensu”, jak to jednak jest możliwe w tym dowcipie o Baskach, którzy przeczytawszy na murze: „Aceros (stal) inoxidables (nierdzewna)”, poczuli się wezwani przez imperatyw: „Haceros (bądźcie) inoxidables (nierdzewni)”, zmieniając sztywność żelaza w rzutkość działania. Dostrzegamy, że psychoanaliza nie obędzie się bez pisma, by odwołać się do sformułowania Colette Soler [6].
Tak więc uwaga równomiernie płynąca po stronie analityka służy temu, by mógł „czytać w ramach słuchania” i w ten sposób przekroczyć pole interpretacji znaczącej, by mógł interweniować w szyfrowanie-odszyfrowywanie, które jest permanentne w przypadku nieświadomego, tego niestrudzonego interpretatora.
Bibliografia:
[1] Freud, S. (1886) publikacja tłumaczenia Wykładów na temat chorób systemu nerwowego Charcota. [brak polskiego wydania; Freud przetłumaczył III t. wykładów Charcota z francuskiego na niemiecki pt.: Neue Vorlesungen über die Krankheiten des Nervensystems, insbesondere über Hysterie, co znaczy: Nowe wykłady o chorobach systemu nerwowego, w szczególności o histerii.]
[2] Freud, S., Sen o zastrzyku Irmy (1895), fragment rozdziału II Metoda objaśniania marzeń sennych. Analiza przykładowego marzenia sennego (pocz. str. 108), w: Objaśnianie marzeń sennych, Wydawnictwo KR, Warszawa 1996.
[3] Ong, W. J. (2011). Oralność i piśmienność. Słowo w technologiach. (J. Japola, Tłum.). Warszawa: Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego.
[4] Freud, S., Mojżesz i monoteizm. (1939); (R. Reszke, Tłum.), Wydawnictwo KR, Warszawa 1995.
[5] Lacan, J., Seminarium VII Etyka psychoanalizy, wykład 18 z 18 maja 1960, s. 183 (transkrypcja Staferla).
[6] Soler C., Psychoanaliza, nie bez pisma, w: Revue Champ lacanien, 2011/nr 10.
[Tłum. Anna Wojakowska-Skiba]
Przypisy tłumacza:
- Kąpiel językowa to sformułowanie pochodzące od Lacana.
- Jean-François Champollion, wykorzystując Kamień z Rosetty, jako pierwszy człowiek w nowożytności odczytał i zrozumiał egipskie hieroglify. Ten fragment kamiennej steli był o tyle wyjątkowy, że zawierał ten sam dekret (wydany na cześć faraona Ptolemeusza V) zapisany w trzech różnych pismach (hieroglify egipskie; pismo demotyczne; starożytna greka). Champollion dokonał przełomu, ponieważ odkrył i udowodnił, że system hieroglificzny jest znacznie bardziej złożony i jest systemem mieszanym: niektóre znaki to ideogramy, reprezentują całe słowo lub pojęcie (np. rysunek słońca oznacza „słońce”), a inne to fonogramy, reprezentują dźwięki (spółgłoski), podobnie jak litery w naszym alfabecie.
- Litera „a” poprzedzająca słowo „rzecz”, odnosi się tu do Lacanowskiego obiektu małe a.
- „Uwaga równomiernie płynąca” wydaje się tłumaczeniem najbardziej precyzyjnym i najbliższym niemieckiemu oryginałowi Freuda: gleichschwebende Aufmerksamkeit.


